GRECJA: a właściwie Polska
- 1 gru 2016
- 3 minut(y) czytania
Zwiedzając różne miejsca nie sposob nie ekscytować się tym co się tam zobaczy, przeżyje i… zje.
Nie inaczej jest w Grecji i na Krecie. Dla mnie zapachy ziół ogrzewanych letnim słońcem wdychane podczas wędrówek wąwozami są czymś niezapomnianym. Te same zioła w potrawach robionych już w Polsce, a inspirowanych lokalnymi przepisami nawet w grudniowe śnieżno/deszczowe zadymki smakują doskonale i przenoszą w te niezapomniane miejsca.
Jedną z takich potraw jest - BRIAM. Podobne danie powstaje w całym basenie Morza Śródziemnego jednak różnie się nazywa. Dla mnie dodatek oregano przywiezionego z Krety nadaje tej potrawie niezwykły, regionalny charakter.
Przygotowywałem to danie również uczestnikom rejsów. Któregoś razu zostałem namówiony na opisanie sposobu przygotowania. Tak więc opis poniższy należy potraktować nie tylko jako instrukcję, ale również jako swoistą część tamtej wyprawy, tamtego rejsu…
Zapraszam do własnych prób i… smacznego.
ps. Tomka trudno zastąpić, ale… można próbować ;)
Potrzebujemy: cebulę (szalotkę, albo grecką, słodką czerwoną, ale idealna będzie również polska z marketu za 50 groszy), bakłażana (raczej dojrzałego i miękkiego, niż twardego, jurnego niedojrzalca), paprykę (w kilku kolorach, ale bez konieczności, też może być II gatunku, ma smakować papryką, a nie wyglądać jak na obrazek), paprykę ostrą (świeżą, ale w proszku też ujdzie) pomidory (właściwie wystarczą takie z puszki, krojone - sa słodkie, pachną słońcem i nie mają zbyt wiele skórek, ale jakiś w całości dla poprawy wizerunku też się przyda), cukinia (najlepiej młoda, malutka, świeżutka, jędrna i twarda - wrażenia organoleptyczne są również istotne; całkowicie odpadają duże ciemno-zielone kolosy z masa nasionia w środku), czosnek (raczej nie suszony z torebki, ale...), odrobina miodu, sól, białe wino (bez fajerwerków, ale jabol odpada) + jogurt grecki jako opcja, albo jak walniesz zbyt dużo ostrej papryki (polecam Jogurt Grecki firmy Lacpol do kupienia w Kauflandzie), no i oliwa z oliwek oczywiście (taka z Krety najlepiej, ale lidlowska kalamata czy portugalska extra dziewica też ujdzie) oraz obowiązkowo oregano (to z Krety podkęca danie po wielokroć)
Przydaje się też Tomek do zrobienia jednolitej masy z posiekanego czosnku, miodu, oliwy i odrobiny soli - taka jednolita masa powinna poczekać kilkanaście minut (soki wszystkich obecnych muszą się wymieszać i połączyć - wtedy zyskują, a Tomek robi to idealnie)
Przygotowanie:
1.Tomek robi pastę czosnkowo/miodowo/oliwną.
2. kroimy składniki na dużą kostkę z wyjątkiem cebuli - średnio drobno i tak ma się rozgotować
3. na rozgrzanej, ale nie palącej się oliwie (można dla smaku dać oliwę i masło -najlepiej klarowane- stosunkiem 1:1) szklimy cebulę; w ostatniej fazie dodajemy pociachany czosnek (zbyt wczesne dodanie spowoduje przedwczesne wypalenie) Oczywiście pasta Tomka czeka sobie
4. następny element to papryka - musi się dusić kilka minut (dla wytrwałych zawodników i smakoszy może być dłużej); kolejny element to bakłażan. Teraz ta parka musi pozostać sama przez pewien czas, aż pierwszy element puści soki, a ta drugi wchłonie je całkowicie; w celu rozluźnienia atmosfery warto skropić go nieco procentami w winie. No i oczywiście -jeśli ktoś lubi na ostro- dodajemy równocześnie paprykę ostrą (warto ją pokroić nieco drobniej, aby wślizgnęła się dokładnie gdzie trzeba)
5. kiedy atmosfera w garnku zaczyna nieco skwierczeć łagodzimy towarzystwo pomidorami z puszki, dobrze mieszamy; pomidory w kostkę pokrojone dodajemy odrobinę później - mają zachować nieco fasonu i prezentować się jak należy.
6. kiedy towarzystwo dobrze się pozna, a atmosfera garnkowa już będzie odpowiednie wonie wydzielać dodajemy cukinię - to zawodnik krótkodystansowy; ma wyglądać odpowiednio, być jędrnym, chrupkim i dawać kontrapunkt wcześniejszemu towarzystwu.
7. na koniec można dodać jogurt -stanowi pewna odmianę, a przydaje się czasami w monotonni i powtarzalności; pomaga też łagodzić co ostrzejszych zawodników (kapsaicyna z ostrej papryki); no i na koniec taki biały kleks jest ciekawym akcentem wieńczącym dzieło <1f609.png>;)
Pytanie - kiedy pasta Tomka? Otóż w dowolnym momencie - w zależności co chcemy uzyskać, im później trafi do gara tym bardziej czosnek będzie wyczuwalny (ma on tą właściwość, że im więcej ciepła mu dostarczymy, tym mniej jest ordynarny i nachalny swoim smakiem i zapachem, a co ciekawe niezależnie ile będzie się w towarzystwie udzielał jego właściwości -prozdrowotne- pozostają bez zmian)
Kwestia wina - podczas gotowania nie należy wypijać więcej niż połowa przygotowanego równocześnie pamiętając, że potrzeba tu wilgoci, na sucho wszystko będzie zalatywać gorzcielizną.
Oregano - uwielbia być rozcierane w dłoniach... wszystkie olejki (eteryczne) uwalniają się najlepiej. No i raczej w końcowych etapach.
Proporcje i ilości - no cóż, każdy robi niby to samo, ale najlepiej eksperymentować; odkrywanie drogi do spełnienia -w gotowaniu- jest najfajniejsze.





















Komentarze